Powstanie 2014

Jan Komasa z talentem tworzy piękne obrazy, ale nie umie myśleć obrazami – wywołuje raczej efekt glamour. Glamour'44
Powstanie 2014

O filmie Jana Komasy Miasto’44 (2014) pisałam już obszernie w artykule, który sytuował go na tle dotychczasowej twórczości filmowej poświęconej powstaniu warszawskiemu. Podstawowym punktem odniesienie jest dla mnie Kanał Andrzeja Wajdy (1957), ponieważ było to nie tylko dzieło pierwsze o powstaniu, i nie tylko sugestywne, lecz także wyznaczyło dominującą w PRL narrację na ten temat. Mroczny mit Wajdowski od dziesięciu lat jest dekonstruowany i rozmontowywany przez Muzeum Powstania Warszawskiego (w pewnym uproszczeniu), a film Komasy w bardzo szczególny sposób czerpie z obu tych narracji, żadnej jednak ostatecznie nie ulegając.

Od czasu premiery na Stadionie Narodowym o Mieście napisano – i pisze się nadal – wiele. Film konsekwentnie pokazuje umieranie miasta i wprost, dyskursywnie nie afirmuje powstania. Nie jest to polemika szczególnie głęboka:  bohaterowie idą walczyć trochę z powodu ładnych dziewczyn i fajnych chłopaków, a trochę nie wiadomo, dlaczego. Można tu mówić, jak pisałam, o szczególnej jednostce chorobowej – histerii mimetycznej. Postaci wpadają w stan silnego podniecenia w reakcji nie tylko na rozpadającą się wokół nich rzeczywistość, lecz również na reakcje innych. Na tę samą przypadłość chorują także bohaterowie Kamieni na szaniec Roberta Glińskiego (2013). Tłumacząc wojnę współczesnemu widzowi, szuka się także wyjaśnień indywidualnych, przede wszystkim przywołując motyw osobistej zemsty za śmierć bliskich. Być może przemawia to do współczesnych nastolatków (choć może niekoniecznie – podobne kalkulacje bywają błędne), ale czy wyjaśnia motywacje nastolatków ówczesnych?

Kłopot z filmem Komasy polega jednak na tym, że jest bardzo ładny. Właśnie, jak dla mnie – ładny. Patrzę na sceny okrucieństw, płonącego miasta, krwi i myślę raczej o tym, jak pomysłowo to zrobione, niż o tym, czego te sceny dotyczą. Ta reakcja jest oczywiście kwestią gustu i filmowych przyzwyczajeń; wielu widzów ulega sugestii reżysera. Sugestia ta jednak opiera się na obrazach obrazów; zapośredniczenie jest tu podwójne – z jednej strony odsyła do obrazów powstania, które znamy, z drugiej do popkulturowej estetyki kina gatunkowego i teledysku (co świetnie widać w pierwszym trailerze do filmu z piosenką Lany Del Rey).

Reżyser z jednej strony próbuje przedstawić prawdę historyczną (jego bohaterowie z grubsza idą szlakiem Zgrupowania „Radosław”, co umożliwia pokazanie sytuacji w różnych dzielnicach Warszawy), z drugiej fantazję o powstaniu. Jedno i drugie robi niekonsekwentnie. Być może rzeczywiście niewiele zabrakło do dzieła, które obnażałoby powstanie jako wielką narodową fantazję o pięknym umieraniu – w samym centrum polskiego imaginarium – ale nie jestem przekonana, że Jan Komasa tego chciał, ba – czy nawet o tym wie. Z talentem tworzy on piękne obrazy, ale nie umie myśleć obrazami, a w efekcie proponuje ciąg wizualnych atrakcji, pobudzających, poruszających, ale też w istocie niejednoznacznych.

Estetyzowana jatka, rodem z kina gore, przedstawia bohaterów – zombie, ale przecież pięknych, młodych, więc nawet zombie nie do końca (inaczej niż zombie mają ochotę na seks). Początek filmu, pierwsze dni powstania, ale też ścieżka muzyczna i forma promocji filmu przywołują efekt glamour. Glamour’44.

Dotyczy to także, jakże wyrazistych, bohaterów negatywnych. Wszystko to, co złego można zrobić ciału, pokazywane jest w filmie z dużą pasją (podobnie ja sceny tortur w Kamieniach na szaniec). Wrogów, Niemców, a przede wszystkim członków oddziału Dirlewangera, pokazuje się wprost, bez osłonek – a raczej w powtarzającym się geście zdejmowania masek, które odsłaniają sadystyczne oblicza. Piękni i dobrzy zostają wyraźnie odróżnieni od złych, także jednak poddanych swoistej sado-estetyce. Ta groza jest piękna.

Niegdyś podobne role, a zwłaszcza tło do nich, wykonywało wojsko. Dziś robią to z pasją grupy rekonstrukcyjne i to im dziękuje się w napisach końcowych filmu. Element wczucia się rekonstruktorów zapewne sprzyja wrażeniu grozy, które Komasa tak skutecznie kreuje w swoim zaproszeniu do wcielenia się w obrazy.

 

44-rekonstrukcja

Za stroną grupy rekonstrukcyjnej Milicja: http://milicjawarszawa.pl