dlaczego nie warto (a nawet nie wolno) prowadzić bloga

niewiadomo-kto pisze do wszystkich-i-nikogo o niczym (a raczej pisze „nic”), odtwarza i powtarza samą komunikację, która nie ma jedak wiele wspólnego ze wspólnototwórczą fatycznością etnograficznych opowieści
dlaczego nie warto (a nawet nie wolno) prowadzić bloga

Łatwość obsługi, dostępność (dla każdego), czytelność. Zakorzenienie w możliwościach internetowej komunikacji (linki, hipertekstowa struktura, obrazy, komentarze). A zatem: dialogiczność, oddolność, niezależność. Alternatywny kanał komunikacji, niepodlegający (w tym samym stopniu, co telewizja i prasa) prawom rynku czy różnorakim formom cenzury. Narzędzie wolnej ekspresji wartościowych, niezależnych myśli, gwarantujące wielość sądów i opinii. Oczywiście, również liczne niebezpieczeństwa: plotka, szkalowanie, brak profesjonalnej rzetelności dziennikarskiej, dostępność (dla każdego (ponownie)) itd.

Podobne nadzieje i lęki (umiarkowane) związane z blogami i blogowaniem już dawno straciły aktualność i trzeba być naiwnym – jeśli nie cynicznym (jeśli nie nihilistycznym) – blogującym nastolatkiem, żeby wciąż je powtarzać. Blogowanie stało się w teorii mediów metonimią komunikacyjnej tragedii nowych mediów; blog stał się (może do czasów facebooka, a nawet facebookowego „like’a”) narzędziem antykomunikacji, ale przede wszystkim świadectwem skuteczności nowych kapitalistycznych ekonomii – czy też (jednej) ekonomii, która wyzyskuje energię (pozornych) uczestników blogosfery do pracy na rzecz (nawet nie korporacji, ale) samego systemu komunikacyjnego kapitalizmu, w którym do komunikacji między ludźmi nie dochodzi (komunikują się za to maszyny, jeśli komunikacją można nazwać przetwarzanie danych).

Blogerzy to twórczy nihiliści, są „do niczego”. […] Zamienili swoją bezużyteczność w siłę wytwórczą. To nihiliści świętujący śmierć scentralizowanych struktur znaczenia, ignorujący oskarżenia, że produkują jedynie hałas.

Geert Lovink, Zero Comments. Blogging and Critical Internet Theory (2007)

Opisane na początku nadzieje opierały się bowiem na przywiązaniu do treści komunikacji – treści tego, co napisane, skomentowane, zszerowane, podlinkowane. Tymczasem najsilniejsza krytyka blogowania skupia się nie tyle na rozwianiu złudnych nadziei co do przekazu – podkreślaniu naiwności, niepewności czy niejasności internetowych wpisów (nawet nie na tym, że korporacje natychmiast przejęły blogi jako formę „autentycznej” promocji, a systemy nadzoru wykorzystały je do zdobywania informacji o aktywistach i wydarzeniach) – lecz na samej praktyce blogowania: komunikacji bez porozumienia, bez treści, „czystej komunikacji” i pozorze komunikacji zarazem (na mówieniu i pisaniu jako takim, na klikaniu). Wejścia, widzialność postów, tagi, słowa i chmury słów + emocjonalna ekonomia, która sprawia, że chcemy pisać, wstawiać, liczyć i komentować (rzadziej czytać) – uczestniczyć (ale w czym?).

Nie da się dyskutować ze słowem-chmurą […] Słowa-chmury nie są rewolucyjne. To elementy kapitalizmu komunikacyjnego, wzmacniające rozpad znaczenia i rozumowania.

Jodi Dean, Blog Theory. Feedback and Capture in the Circuits of Drive (2010).

Dean jest pewnie najbardziej radykalna: niewiadomo-kto pisze do wszystkich-i-nikogo o niczym (a raczej pisze „nic”), odtwarza i powtarza samą komunikację, która nie ma jedak wiele wspólnego ze wspólnototwórczą fatycznością etnograficznych opowieści. Formy i tryby wypowiedzi, które mogłyby być wywrotowe (ironia) giną lub po prostu uczestniczą (remix) w dynamice „nowości” i „klikalności”. Blogi nie wytwarzają wspólnoty, „ciała” – kierują indywidualny przekaz do rozmaitych grup odbiorców, nie łącząc ich, lecz dodatkowo rozdzielając (wytwarzając nieufność wobec kolektywności); nie wiążą również blogerów z czytelnikami, nie oferując symbolicznych tożsamości, ale wyłącznie autorefleksję, wizerunek; pod pozorem otwartości na wszelkie treści przekazują szum, hałas i bełkot – uniemożliwiając zarazem ustawienie się w opozycji do jednej wyartykułowanej ideologii; oraz, rzecz jasna, znoszą granicę prywatne-publiczne, praca-zabawa, wciągając nas wszystkich w afektywną ekonomię pracy w czasie wolnym i pozornej zabawy (gry) w pracy.

Według Dean, blogi proponują „udział”, zamiast „udziału w …”; produkują byty „apolityczne” (poza polityką) i nieuważne, którym w dodatku nie oferują już ekspertyz, a jedynie konkurujące opinie, nadmiar i powtórzenie, aktualizację i fragment.

Pisanie bloga trzeba zacząć pesymistycznie, nie łudząc się, że ktoś to przeczyta.

P.S. blog Jodi Dean: http://jdeanicite.typepad.com/

i komentarz Ryana Goslinga – raczej do bloga Jodi Dean, niż do jej „teorii bloga”:

4